Zgłoś uwagę

Relacja z drugiego dnia MFK 2016

Dzieła sztuki, które znikają (ale potem na szczęście wracają), upozorowane samobójstwa i profile ich sprawców, a na deser krakowskie zbrodnie z przeszłości. To był drugi dzień Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2016!

O tym, że zawiłe losy dzieł sztuki potrafią wciągać niczym najlepsze kryminały, przekonaliśmy się już niejednokrotnie (dość wspomnieć „Bezcennego” Zygmunta Miłoszewskiego czy „Uprowadzenie Madonny. Sztukę zagrabioną” Moniki Kuhnke i Włodzimierza Kalickiego – książkę, której lektura jest równie intensywna i emocjonująca jak lektura najlepszych powieści sensacyjnych). Nic zatem dziwnego, że ten wątek musiał pojawić się na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału. I wypłynął właśnie drugiego dnia. Tak się bowiem zabawnie złożyło, że odczyty zarówno Jolanty Marii Kalety, jak i Przemysława Semczuka dotykały spraw związanych z Wrocławiem, działami sztuki z najwyższej półki oraz ich tajemniczymi zniknięciami.

Głównym wątkiem wykładu Jolanty Marii Kalety były kulisy uprowadzenia pewnej piękności, a dokładnie obrazu Lucasa Cranacha starszego „Madonna pod jodłami”. Płótno po niemal siedemdziesięciu latach w 2012 roku powróciło do wrocławskiej Katedry Św. Jana, z której zostało zuchwale skradzione tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej przez… niemieckiego duchownego! Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że dopiero w 1961 roku władze kościelne zorientowały się, że to, co wisi w miejscu arcydzieła Cranacha, bynajmniej rzeczonym arcydziełem nie jest (a jedynie kopią, choć – co podkreśliła Jolanta Maria Kaleta – znakomicie przygotowaną). 

Zresztą słuchając kolejnego wykładu, można było nabrać podejrzeń, że Wrocław w ubiegłym wieku był regularnie grabiony z dzieł sztuki. Zaginione artefakty stały się motywem przewodnim również wykładu Przemysława Semczuka zatytułowanego K-44. Najdłuższe śledztwo wrocławskiej bezpieki. W roku 1956 Muzeum Śląskie (dziś Narodowe) zostało okradzione, i to aż dwa razy. Zaginęły cenne drobiazgi oraz obrazy. Śladów włamania brak (choć warto wziąć poprawkę na fakt, że były to czasy, gdy technika kryminalistyczna była dość kulawa, a głównym i zapewne jedynym zabezpieczeniem muzealnych zbiorów był pan portier). Podejrzanych również brak. Sprawcy przez długi czas pozostawali nieuchwytni, bawili się w kotka i myszkę z milicją i władzami, a koniec końców okazało się, że... Nie, tego wam nie zdradzę. Odpowiedź znajdziecie w książce „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL” (lub na przykład tu http://spacerempowroclawiu.pl/index.php/ciekawostki/74-kradziez-w-muzeum-slaskim).

Porzućmy jednak historię sztuki i powróćmy na kryminalną niwę. Pretekstem do tego było spotkanie z najbardziej zasłużonym dla literatury polskiej profilerem – Bogdanem Lachem – podinspektorem policji w stanie spoczynku i doktorem psychokryminalistyki na Uniwersytecie SWPS w Katowicach. A skąd te zasługi dla literatury? Bo bez Lacha nie byłoby ani Rudolfa Heinza (bohatera książek Mariusza Czubaja), ani Huberta Meyera (bohatera książek Katarzyny Bondy). Ale, choć spotkanie prowadził literat z krwi i kości, czyli Mariusz Czubaj, o książkach mowy nie było. Było za to dużo praktyki. Bogdan Lach szczodrze dzielił się swoimi doświadczeniami zawodowymi, opowiedział również o ciekawych przypadkach z kariery profilera. Ta część była ilustrowana fotografiami z miejsca zdarzeń, a te nikogo nie pozostawiły obojętnym.  

Zresztą, co znamienne, Mariusz Czubaj jako prowadzący nie miał za dużo pracy, bo publika sama wyjątkowo (!) chętnie wypytywała Bogdana Lacha o różne aspekty jego pracy, o motywację sprawców, o największe zaskoczenia i zgorszenia, a nawet poproszono go o próbę określenia wzorca charakterologicznego przeciętnego przestępcy. Podinspektor w stanie spoczynku odmówił komentarza w sprawie bombiarza wrocławskiego (ponoć był proszony o konsultacje), za to podzielił się zestawem cech, które powinien posiadać przyszły profiler. Kandydat do służby w tym niełatwym fachu powinien przede wszystkim umieć słuchać, być cierpliwy i spostrzegawczy, a nade wszystko pokorny. Prócz tego warto dodać, że na katowickim SWPS dzięki inicjatywie Bogdana Lacha działają jedyne w Polsce, ba, jedyne w Europie studia psychokryminalistyczne. Zatem kto chętny? Etaty w policji czekają.

Kropkę nad i postawił zespół Chupacabras, który brawurowo wyśpiewał krakowski pitaval. Bo kto powiedział, że o tajemnicach i morderstwach z przeszłości nie da się śpiewać? Na pewno nie my!

Zofia Jurczak

 

Galeria

Kliknij, aby powiększyć zdjęcie

MFK 2 DZIEN FPS_8910 kopia MFK_8931 kopia MFK_8941 kopia MFK_8946 copy MFK_8961 kopia MFK_8968 copy MFK_8987 copy MFK_9003 copy MFK_9015 copy MFK_9046 copy MFK_9049 kopia MFK_9096 copy MFK_9162 kopia MFK_9168 copy MFK_9190 copy MFK_9215 copy MFK_9218 kopia MFK_9249 copy MFK_9268 copy MFK_9359 copy MFK_9485 copy FPS_8763 kopia FPS_8822 kopia FPS_8860 kopia

Podziel się

Wróć do spisu aktualności
<< Poprzednia Następna >>

Nagłówek


Email marketing software powered by FreshMail