Zgłoś uwagę

Wywiad z liderem zespołu OCN

Wrocławska grupa OCN świętuje jubileusz podczas Festiwalu Przyjaźni – wraz z zespołem Raz Dwa Trzy, Lechem Janerką i innymi znakomitościami polskiej sceny. Joe Cocker powiedział nam we Wrocławiu: Bawcie się dobrze, chłopaki!

Dzielili scenę z największymi gwiazdami muzyki, mają za sobą nagranie siedmiu albumów, zmianę nazwy w szczytowym okresie popularności oraz próby zawojowania zagranicznych scen. Zespół OCN (do 2013 roku Ocean) w tym roku obchodzi 15. rocznicę swojej działalności. Skład grupy zmieniał się wielokrotnie, a jej jedynym stałym ogniwem jest Maciej Wasio, z którym rozmawia Bartosz Synowiec (Radio Wrocław Kultura) z okazji zbliżającego się koncertu jubileuszowego – Festiwalu Przyjaźni, którego współorganizatorem jest Europejska Stolica Kultury Wrocław 2016.

[B.S] Czy OCN to projekt jednoosobowy?

[M.W] To demokracja autorytarna. Rotują się podmioty głosujące. Zawsze mają dużo do powiedzenia, ale to ja podejmuję wszystkie decyzje i nie boję się brać za to odpowiedzialności.

[B.S] Zespół początkowo miał być chwilowym projektem. Nie spodziewałeś się chyba wtedy, że będziesz kiedyś obchodził taki jubileusz…
[M.W] Zakładałem, że wszystko potrwa 15 minut, nie 15 lat. To miał być projekt garażowy, który nigdy nie miał wyjść poza ramy naszej kanciapy, później wrocławskich klubów, a później krajowych. Mimo tylu lat, dopiero teraz mam poczucie, że naprawdę zaczynamy, wszystko zaczyna się kształtować i nabierać dojrzałości.

[B.S] Naprawdę zaczynacie, będąc doświadczonymi muzykami. Co w takim razie doświadczony muzyk ma do przekazania zaczynającemu?
[M.W] Jako młody muzyk traktowałem takie hasła jako dyrdymały, ale naprawdę nie ma nic ważniejszego w sztuce jak prawda i emocje. Paradoksalnie, jakby nie chciało się tego ukryć, to słuchacz i tak zawsze wyczuje szczerość lub jej brak.

[B.S] Co w karierze zespołu najbardziej zapadło Ci w pamięć?
[M.W] Moment, kiedy przyjechaliśmy na próbę dźwięku na Stadion Narodowy w Warszawie. Występowaliśmy wtedy m.in. przed Beyonce. Kiedy zobaczyłem ogrom produkcji tego koncertu i miejsce, w którym mieliśmy zagrać, szczęka opadła mi do samej ziemi. Pomyślałem sobie: „Warto było tarzać się po tych norach”. W sztuce jednak nie ma rzeczy najlepszych i najgorszych, bo zawsze może być coś jeszcze lepszego czy coś jeszcze gorszego.

[B.S] W swojej karierze graliście przed wieloma gwiazdami ze ścisłego światowego topu, jak np. ostatnio przed Kings of Leon w Krakowie. Wielu z tych muzyków mieliście okazję poznać osobiście. Który z nich zrobił na Was największe wrażenie pod względem osobowości?
[M.W] Najbardziej wspominam spotkanie ze świętej pamięci Joe Cockerem, który osobiście zaprosił nas na otwarcie koncertu w Hali Ludowej. Mieliśmy zagwarantowaną próbę, ale Joe poinformował swoją ekipę, że chce zagrać jedną piosenkę, której nie grał od wielu lat, więc wszystko poważnie się opóźniło. Zostaliśmy wpuszczeni na scenę dopiero po otwarciu bram hali i nie mieliśmy już czasu na próby, musieliśmy zacząć grać. Joe Cocker, mijając się z nami, powiedział tylko: „Bawcie się dobrze, chłopaki!”. Nasz koncert chyba mu się spodobał: dostaliśmy potem od niego bardzo miły, odręcznie napisany list i lodówkę wypełnioną okropnie drogimi alkoholami.

[B.S] Jak to się dzieje, że tak często otwieracie koncerty wielkich gwiazd?
[M.W] Wszystko zależy od otrzymywanych referencji. My mamy świetne z niezwykle prestiżowego festiwalu Sziget. Organizatorzy bardzo chwalili produkcję naszego koncertu. Management każdej dużej gwiazdy dokładnie analizuje zespoły, które mogłyby wystąpić w roli otwierającego ich koncert. Kompletnie nie jest to związane z popularnością danego artysty. Wiemy, że było parę polskich gwiazd dużego formatu, które kładły wielkie pieniądze, żeby zagrać przed Kings of Leon. Management jednak większą wagę przykładał do sprawności organizacyjnej. Mamy to szczęście, że pracuje z nami niesamowita ekipa techniczna.

[B.S] Jakiś czas temu Wasza wytwórnia ogłosiła, że ruszacie na podbój Zachodu. Jak do tego doszło?
[M.W] W pewnym momencie nagraliśmy trzy piosenki w języku angielskim i wysłaliśmy je na konkurs organizowany przez Sziget Festival. Wygraliśmy polskie eliminacje i pojechaliśmy na festiwal. Potem piosenka „Waterfall” trafiła do europejskiego oddziału Warner Music i szybko dostaliśmy odpowiedź z propozycją kontraktu. Płyta świetnie się przyjęła, sprzedaliśmy około 160 tysięcy egzemplarzy. Na płycie „Demon i karzeł” powróciłem do języka polskiego, bo czułem, że ostatnie emocje mogę w pełni wyrazić wyłącznie w ojczystym języku. Nie wykluczam jednak, że powrócimy na zagraniczną ścieżkę.

[B.S] Z okazji Waszego jubileuszu 15 grudnia organizujecie Festiwal Przyjaźni. Jak nazwa wskazuje, pojawią się na nim Wasi przyjaciele...
[M.W] I to przez duże „P”! Zespół Raz Dwa Trzy, który w zasadzie funkcjonuje głównie we Wrocławiu, ponadto też mocno związany z naszym miastem Jamal. Zaprosiliśmy również grupę Happysad, zjechaliśmy z nią w tym roku cały kraj. Z Poznania przyjadą do nas Muchy z genialnym tekściarzem, za jakiego uważam Michała Wiraszkę. Jestem dumny, że swoją obecnością zaszczyci nas Lech Janerka oraz fantastyczna wokalistka Monika Borzym. Na scenie gościć będzie też człowiek, który jest kimś między moim duchowym ojcem a bratem – Olaf Deriglasoff. Zapraszamy gorąco 15 grudnia do Hali Orbita.

[B.S] Czego sobie życzycie z okazji urodzin?
[M.W] Żeby nam się chciało i żebyśmy ciągle mieli takie same ciary, grając koncerty. Żeby nasze działanie nigdy nie stało się rutyną.

Bartosz Synowiec
Autor jest dziennikarzem Radia RAM, Radia Wrocław i Radia Wrocław Kultura, gdzie prowadzi codzienne audycje i przeprowadza wywiady z muzykami.
 

 



I Festiwal Przyjaźni
15 grudnia 2016 r., Hala Orbita
Jeśli świętować, to tylko w towarzystwie przyjaciół! – taka jest myśl przewodnia pierwszej edycji Festiwalu Przyjaźni. 15-lecie działalności wrocławskiej grupy OCN (przez lata znanej jako Ocean) stało się okazją do zebrania na jednej scenie wykonawców, których niezależnie od odległych światów muzycznych połączyły bliskie relacje personalne. 15 grudnia 2016 r. we wrocławskiej Hali Orbita zobaczymy zespoły, które nie wymagają specjalnej rekomendacji. Poza jubilatami zagrają grupy Happysad, Raz Dwa Trzy oraz Muchy. Dodatkowo swój czynny udział w wydarzeniu potwierdzili tak znakomici artyści, jak Lech Janerka, Monika Borzym, Olaf Deriglasoff oraz lider zespołu Jamal – Tomasz „Miodu” Mioduszewski. Nie jest to koniec niespodzianek i unikatowych interakcji planowanych na ten wieczór. Festiwal Przyjaźni jest częścią programu Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Wywiad pochodzi z 6 numeru Gazety Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, którą można znaleźć w Barbarze (Świdnicka 8c) i wielu wrocławskich instytucjach kultury.
wersja elektroniczna GAZETY

Więcej informacji o festiwalu: T U T A J

Galeria

Kliknij, aby powiększyć zdjęcie

Maciej Wasio OCN

Podziel się

Wróć do spisu aktualności
<< Poprzednia Następna >>

Nagłówek


Email marketing software powered by FreshMail